Ile razy mieliście okazję odwiedzić restaurację, w której zaglądając do karty menu w rozszyfrowaniu nazw dań potrzebna była pomoc kelnera? No bo co to na przykład jest: Turbot na Zielonej Łące z Puchem Wschodnim, czy też Bursztynowy Rosół Uperfumowany Knedlami Cielęcymi?
„Jeżeli nazwy potraw są miłą muzyką dla uszu, ich smak okaże się symfonią dla podniebienia…” – to złota myśl z karty menu krakowskiej restauracji Da Pietro. Wiadomo nie od dziś, że gość restauracji powinien dać się skusić samą nazwą dania na jego zamówienie, ale czy aby niektórzy restauratorzy się nie zagalopowali w tym kuszeniu? Są restauracje uwodzące klientów erotycznymi odwołaniami w menu. Restauracja Sens ma całą kartę skonstruowaną na bazie kolejnych kroków uwodzenia: Flirt, czyli Przystawki, następnie Pragnienie, czyli Zupy i po kolejnych etapach Rozkosz, czyli Desery. Dania oczywiscie leżą na łożu i są czymś otulone. Dodatkowo możemy napić się drinków o erotycznie brzmziących nazwach: Pas Cnoty i Gorący Strzał.
A jeśli restauracja nie uwiedzie nas swoją ponętną kartą?
Restauratorzy mogą zaskoczyć nas jeszcze innymi dziwnymi nazwami dań. Wyobraźmy sobie na przykład Żur Barbażyński albo Łosoś Fortepianowy. Jak to może wyglądać?
O tych i jeszcze innych wynalazkach z kart menu ojczystych restauracji możecie poczytać na stronach „Rzeczpospolitej„.
